Świat szermierki
Aleksandra Socha
Aleksandra Socha

Przygodę z szermierką zaczęłaś w wieku 11 lat, idąc w ślady mamy. Na początku floret, potem nagle - z tego co wiem - szabla. Kiedy miałaś 16 lat wygrałaś „z marszu” turniej szablowy w Łodzi. Jak do było dokładnie?
- Byłam wtedy na feriach w domu w Pabianicach. W Łodzi rozgrywany był wtedy pierwszy turniej w szabli kobiet w Polsce. Z Pabianic do Łodzi jest niedaleko, więc postanowiłam wystartować ot tak… i wygrałam. Przed walką dostałam kilka wskazówek od trenerów szablowych i jakoś poszło. Od tego momentu postanowiłam zamienić floret na szablę.
Miałaś wcześniej szablę w ręce?
- Nie, to był pierwszy raz.
Aż trudno w to uwierzyć, ale z drugiej strony w końcu nie bez przyczyny ćwiczenia floretem są uważane za najlepsze przygotowanie szermiercze. Przerzuciłaś się zatem na szable, przyszły sukcesy, najpierw w kategorii juniorów, później seniorów. Co uważasz za swoje największe osiągnięcie?
- Trudno powiedzieć. Na pewno złoty medal Mistrzostw Europy w Kopenhadze w 2004, na pewno brązowy medal na Mistrzostwach Świata w Hawanie w 2003. Trochę dawno temu to było, ale było.
Rok 2010 zamknęłaś jednak nie najgorzej, bo na 6 miejscu w rankingu FIE (Międzynarodowej Federacji Szermierczej).
- Tak to się jakoś układa. W Pucharach Świata mam fajne wyniki, ale ostatnimi czasy jak przychodzi do najważniejszych imprez to ...klapa. W Mistrzostwach Europy już trzy razy przegrałam o wejście do "4", czyli o medal, a Mistrzostwa Świata kompletnie mi nie wychodzą. Ale nie składam broni.
W zeszłym roku zdobyłaś jednak złoty medal na Wojskowych Mistrzostwach Świata w Caracas. Jak wysoko go cenisz w swojej karierze?
- Wysoko. Nigdy wcześniej nie startowałam w takich zawodach. Mundur, podniosła atmosfera, coś wspaniałego. Nie każdy może być w wojsku i zarazem być Mistrzynią Świata. Bardzo się cieszę z tego medalu.
W Wikipedii pod Twoją biografią można przeczytać, że „starszy szeregowy Aleksandra Socha jest żołnierzem 3 Batalionu Zabezpieczenia Dowództwa Wojsk Lądowych w Warszawie”. Jak zostałaś wojskową, jeśli to nie tajemnica?
- Żeby trafić do grupy sportowej Wojsk Lądowych, trzeba nie tylko być w kadrze narodowej Polski, ale także mieć medale z imprez mistrzowskich. Chodzi tutaj o zawody wojskowe. Wojsko nigdy nie miało swoich "wojskowych szermierzy", dlatego właśnie werbuje cywilów w swoje szeregi i to tych najlepszych. Tak to wygląda.
Trenujesz teraz także i w USA pod okiem jednego z najlepszych trenerów, Polaka zresztą, Edwarda Korfantego…
- Tak, od roku mam ta okazję trenować z Edkiem Korfantym i walczyć na co dzień z Mistrzynią Olimpijską Mariel Zagunis. Mam nadzieje, że ta praca zaowocuje. Jest trochę cieżko tak latać w tą i drugą stronę oceanu, ale niestety dopóki będę trenować szermierkę, tak to będzie wyglądało. Mój mąż mieszka na stale w USA i niestety nie ma takiej możliwości, żeby się przeniósł do Polski. Kiedy jestem w Warszawie, trenuję z panem Piotrem Stroką, a kiedy w USA - z Edkiem i takie rozwiązanie mi się podoba. Trochę takiej szkoły, a trochę innej.
Zostańmy na chwilę w Stanach. USA kojarzą się przeciętnym zjadaczom chleba z koszykówką, amerykańskim futbolem i bejsbolem... a jak tam wygląda zainteresowanie szermierką?
- Ha, ha! Odpowiedz jest już w pytaniu. Szermierka jest gdzieś na końcu amerykańskiej listy.
Czyli co? Wygląda to gorzej niż u nas?
- W USA jest zupełnie inny system. Po pierwsze szermierka nie jest dla biednych – 30 minut „lekcji szermierczej” kosztuje 50$. Żeby trenować szermierkę na wysokim poziomie, to trzeba jednej lekcji dziennie. Ponadto zawodnicy za wszystkie starty w Pucharze Świata płacą z własnej kieszeni. I tak się zbiera niemała sumka. Ale im się i tak opłaca inwestować, gdyż kiedy taki zawodnik wygra regionalne zawody w USA, to ma za darmo studia, bo uczelnia takich zawodników chce. U nas niestety nie ma takiego systemu. A medialnie to bardzo cienko z szermierką. Media i zwyczajni śmiertelnicy interesują się sportem, w którym zawodnicy zarabiają po kilka, kilkanaście a nawet kilkadziesiąt milionów dolarów za sezon. Takich sportowców w Stanach jest mnóstwo. Stają się oni wspaniałymi „wizytówkami” dla sponsoringu. Im więcej słyszy się o sportowcu w mediach, tym jego wartość marketingowa rośnie. Szermierze w USA zarabiają bardzo mało lub dokładają do interesu.
A w Polsce? Czemu u nas jest to tak mało popularny sport? Mówi się przecież, że Polacy są zawsze "głodni sukcesu". Tymczasem sukcesy w szermierce są, a popularności nie ma. Nie boli Cie to czasami? Ten brak kibiców, zainteresowania i tak dalej?
- Już dawno temu się z tym pogodziłam. Wszystko rozbija się o pieniądze. W dzisiejszych czasach, żeby pokazać jakieś relacje z zawodów, to Polski Związek Szermierczy musiałby zapłacić za transmisje telewizyjną, a na to nie ma pieniędzy. A skoro szermierki nie ma w mediach, to i nie ma sponsorów, więc koło się zamyka.
Szkoda.
- A szkoda, bo jest to piękna, ale niestety niezrozumiała dla wielu ludzi dyscyplina sportu. Gdybyśmy wcieliły się w „tarzanki” i walczyły na linach z szabelkami, to na pewno zainteresowanie byłoby spore. To tak mniej więcej wygląda.
Wraz z dużą grupą moich znajomych nie możemy się jednak z tym pogodzić.
- Cieszę się, ze mamy takich kibiców jak Wy!
Bardzo nas cieszy, że się z nas cieszysz. Kibicujemy szermierce, ale nie tylko. Co sądzisz o zajmowaniu się szermierką rekreacyjnie, dla przyjemności?
- To świetny pomysł. W USA często walczę z weteranami, a ostatnio pojedynkowałam się z pewną leciwą panią. Całkiem nieźle jej szło. Nigdy nie startowała w zawodach – po prostu chciała zobaczyć, jak to jest, a trenowała od niedawna. Dużo jest w Stanach takich ludzi, którzy umawiają sie raz czy dwa razy w tygodniu i walczą. To pięknie wygląda.
W Polsce jednak łatwiej jest zacząć trenować kendo czy iaido, niż szermierkę. Wiem to zarówno z własnego doświadczenia, jak i z przygód moich znajomych, które da się streścić mniej więcej tak: w okolicach 20 roku życia, zakupiwszy za pierwsze zarobione pieniądze sprzęt szermierczy, udaliśmy się do okolicznych klubów szermierczych, gdzie nam powiedziano, że do uprawiania szermierki jesteśmy za starzy i co najwyżej możemy nasze dzieci tutaj zapisać...
- Niestety tak jest. Większość trenerów chce to robić tylko wynikowo. Do tego często dochodzą problemy z salą i to, że spora część instruktorów jeszcze pracuje zawodowo w innych miejscach. W USA jest tak, że w klubach są prowadzone zajęcia dla rodziców, którzy mogą poznać ten sport na własnej skórze i dzięki temu lepiej zrozumieć swoje pociechy. Fajnie by było, gdyby taki pomysł można przenieść do Polski. Trenerzy powinni bardziej współpracować z rodzicami.
Do takich grup – gdyby powstały – mogli by też pewnie dołączyć szermierze – amatorzy?
- Wszyscy amatorzy, zawodowcy na emeryturze, kibice byli by mile widziani. Ruch to zdrowie.
Czy nie uważasz, że aby naprawdę kibicować i zrozumiesz szermierkę, trzeba samemu też fechtować?
- Absolutnie nie. Trzeba mieć serce do sportu i to wystarczy:)
A co byś powiedziała tym, którzy uważają, że szermierka nie jest sportem walki, tylko że jest to takie „macanie się drucianymi witkami”?
- Uuuuu! Takiego określenia nie słyszałam. W szabli to na pewno nie jest macanie się, to okładanie się! Cóż, jedyne rozwiązanie to rzucić rękawicę.
Ja bym się nie odważył jej podjąć, nie spisawszy wcześniej testamentu. Dziękuję Ci za rozmowę i poświęcony czas. Jednocześnie zapraszam wszystkich, którzy chcą czegoś więcej dowiedzieć się o naszej szablistce, na jej stronę internetową www.olasocha.pl.
Uzupełnienie, czyli odpowiedzi na pytania od Was
Od lat wiadomo, że kategoria szabli sportowej boryka się z problemami marketingowymi spowodowanymi tym, że jest w zasadzie najtrudniejszą konkurencja szermierki do oglądania. Bez ponad podstawowej znajomości zasad nie ma w zasadzie mowy o rozumieniu tego, co się dzieje na planszy. Po zmianie czasów w 2005 roku i następujących po tym zmianach w zasadach sędziowania oglądalność szabli uległa znacznemu poprawieniu, choć dalej nie jest tak czytelna jak w szpadzie. Na przestrzeni lat pojawiały się różnorakie inicjatywy, aby uczynić szermierkę na szable bardziej czytelną i zgodną z historycznymi korzeniami tego sportu.
Chciałbym się zapytać o Twoją opinię na temat dwóch głównych nurtów reformatorów szabli sportowej - reformatorów zasad i reformatorów samej broni.
Do pierwszej grupy należy m. in. Arthur Cramer, którego wstępnie popierany przez FIE film instruktażowy dla sędziów (bardzo restrykcyjne zasady sędziowania odnośnie wykonywania samego natarcia i ułożenia ramienia w jego trakcie) odbił się negatywnym echem wśród społeczności szablistów
Do drugiej grupy należy m.in. Prof Z. Czajkowski i Z. Borysiuk, którzy w swoich pracach piszą o konieczności zwiększenia wagi samej szabli. Pierwszy pisze o wadze 750g a drugi 500g.
Moim pytaniem więc jest - jakie są Twoje przemyślenia na ten temat i co sądzisz o obu grupach reformatorów szabli sportowej :) Czy, według Ciebie, szabla sportowa wymaga zmian aby zwiększyć oglądalność lub zbliżyć do szabli historycznej i jak, według Ciebie, należałoby to robić?
Hmmm... ciekawe spostrzeżenia. Wydaje mi się, ze taka szabla jaka mamy dzisiaj jest dobra i wydaje mi się, ze nic nie trzeba już zmnieniać. Jest trochę nieczytelna ale przede wszystkim jest widowiskowa. Szybkie akcje i ostre cięcia powodują , ze wyróżnia się spośród innych broni. Nie trzeba czekać długo na konkretne akcje bo jest strasznie szybka i dzięki temu jest nieprzewidywalna i w tym cała rzecz.
Waga 500 g jest odpowiednia. To w końcu sportowa broń, a nie historyczna. Czymś musi się różnić. Co do sędziowania, to tutaj są inne zasady. Ten kraj, który ma najwięcej pieniędzy w tym biznesie, to rządzi. I od niego zależy jaki czas będzie przyjęty i jakie sędziowanie.
Skrócony czas, który jest w szabli, jest bardzo sprawiedliwy i powoduje, ze sędzia nie ma za dużo ingerencji. To znaczy: jeżeli jeden zawodnik wykonuje niepoprawne natarcie, a drugi zawodnik wykorzysta ten błąd i wyprzedzi, to zazwyczaj jest jedno światło dla tego, który wyprzedzał, natomiast jak będą dwie, to jest cały czas natarcie. Teraz załóżmy, że przy takiej samej akcji będzie wydłużony czas, to będą dwa światła, a wtedy sędzia ma większe pole manewru. Od niego zależy czy wyprzedzenie było w dobrym momęcie (przy starym czasie - jedna lampa), czy jednak natarcie.
Chodziło mi o ustosunkowanie się do cytatu z mistrza Zabłockiego: "Sportowcy są coraz wyżsi, silniejsi i bardziej sprawni technicznie. Problem - po części - tkwi w samym sprzęcie. Dzisiejsza szabla jest dla nich zbyt lekka. Ja optuję za sportową szablą z końca ubiegłego wieku. Powinno być szersze ostrze, lekko zakrzywione. Broń powinna być cięższa. Pozwoli to uplastycznić akcję, wydłużyć wymiany uderzeń. Jest jeszcze jeden problem. Zbyt uprzywilejowano natarcie kosztem obrony. A przecież stare powiedzenie mówi - najpierw nie daj się trafić, potem spróbuj trafić sam".
Dzisiaj mówi się tak: najlepsza obrona to atak! Szabla jest szybką, zwinną bronią i nie ma czasu na wyczekiwanie. Jeżeli wyczekujesz, to giniesz :). Przy zwiększeniu ciężaru broni na pewno by się wydłużyły wymiany, ale na pewno walka nie stałaby się bardziej plastyczna, tylko bardziej toporna i "cepowata". Po jednym stoczonym pojedynku ręka na pewno by mi odpadła z zakwaszenia od dźwigania ciężaru, a do wygraniu turnieju trzeba stoczyć w sumie 6 pojedynków. Przeciążenie i urazy gwarantowane.
Co do budowy samej klingi, to nie mam zdania. Dostosowałabym się do każdej nowości.
Czy głównym argumentem za lżejszym ostrzem jest mniejsza kontuzyjność?
Na pewno tak, ale i mniejsza urazowość przy otrzymywaniu cięć.
Czy w Twoim odczuciu zastosowanie wizjera z przeźroczystego pleksi w szablowych maskach szermierczych w jakiś sposób wpłynęło na przebieg walk oraz czy decyzja w zmianach zasad na 2011 rok o zniesieniu wymogu lexanowej maski w walce na szable to dobry pomysł?
Maski z wizjerem w szabli wprowadzono przed IO w Atenach głownie pod media, żeby choć trochę zobaczyć mimikę twarzy zawodnika. To ma sens i wydaje mi się, że to się sprzedaje. Chciałabym, aby maski z szybką zostały. Szabla jest bronią sieczno-kolną, ale głownie zadajemy trafienia poprzez cięcia, także dla nas jest to bezpieczny produkt. Co innego w szpadzie czy we florecie. Maski te wycofano, kiedy podczas jakiegoś turnieju szybka pękła. Na szczęście nikomu nic się nie stało :).
Z drugiej strony zabrano 33% powierzchni oddechowej, a tym samym pole trafienia. Jeżeli trafi się przeciwnika w szybkę, to nie zapali się lampa (czasami się tak zdarza). Trzeba było do tego się przyzwyczaić.
Komentarze
Zabrakło pytania o szable polską :)
Znaczy się jak miałoby brzmieć te pytanie?